| Stan Wojenny - ostatnie stadium komunizmu w Polsce - wprowadzony 13 grudnia 1981, trwał 8 lat do Okrągłego Stołu w 1989 roku. W 2003 roku minęło 22 lata od wprowadzenia Stanu Wojennego, 14 od jego zakończenia i upadku komunizmu w Polsce. |
| STAN WOJENNY - wystawę zorganizowała 13 grudnia Zmiana Organizacji Ruchu (ZOR), ul. Smolna 16, Warszawa. Oprócz koncertu Jacka Kaczmarskiego było to jedyne zdarzenie kulturalne poświęcone pamięci tego wydarzenia. |
Nie była to impreza kombatancka - przeciwnie, ZOR to środowisko
ludzi - w większości - młodych, którzy niemniej sięgają pamięcią lat 80. Mają
świadomość tamtych lat, co pozwala im na budowanie porównań między Stanem
Wojennym a stanem współczesnym. Porównanie odnosi się do sytuacji kultury, gdyż
w tej sferze pracują. I dostrzegają wiele analogii. Nie chodzi jednak o analizę
porównawczą faktów. Wystawa coś WYRAŻA. Oni TAK TO CZUJĄ, a wraz z
organizatorami podobnie odczuwa wielu artystów którzy w wystawie wzięli udział.
To poczucie jest najważniejsze, jest też najistotniejszym przesłaniem tej
wystawy skierowanym do wszystkich którzy mają wpływ na sposób stan współczesny
kultury w Naszym Kraju. Lepiej żeby ich wysłuchali, bo następna "wystawa" może
odbyć się na ulicach w stylu Paryża'68.
Wprowadzenie Stanu Wojennego oznaczało zablokowanie
wszelkiej aktywności w kulturze. Wszelkie procesy zachodzące w sztuce zostały
przerwane. Dla kultury zerwanie ciągłości to niewyobrażalna katastrofa. Jej
skutki trwają do dziś. W sztuce polskiej widoczny jest brak związku sztuki
dzisiejszej z latami 70. Lata 80 to wielka czarna dziura. Sztuka Polska utraciła
wtedy związek z tym co działo się w świecie. Uciekła nam gdzieś wielka debata
postmodernizmu artystycznego. Np. niedawna wystawa fotografii reprodukcji Sherry
Levine w galerii Starmach w Krakowie uświadamia, że ta sztuka nie ma żadnego
kontekstu w sztuce polskiej. Obserwując sztukę polską ostatnich lat miałem
wrażenie, że wymyśla się ją od początku, zresztą z coraz większym powodzeniem i
jest to proces który coraz bardziej przyspiesza.
|
Zuza Janina - pokazała dwie prace - krzyż z kwiatów, taki jakie układano w Stanie Wojenym w różnych miejscach pamięci, ułożyła na podłodze naprzeciw wejścia, skazując go na rozdeptanie przez gości wernisażowych. W pewnym momencie krzyż zosytał spontanicznie zmieniony w swastykę przez Malgę Kubiak. Druga praca (wspólnie z Nelly Egiersdorff) to "Dary", czyli pomoc przysyłana do Polski i rozdawana w kościołach. ![]() |
|
Fabryka Mebli (Jan Mioduszewski)
Szkielet konstrukcyjny rzeźby artysta wykonał z drewna i laminowanego preszpanu.
Z jesionu toczonego, po uprzednim sparzeniu w parniku, wygiął według wzornika
kręgosłup i kości długie kończyn. Ze sklejki giętej wykonał żebra i miednicę.
Czaszkę i drobne elementy konstrukcyjne uzyskał ze skręcanych bądź nakładanych
warstwami pasków laminowanego preszpanu.
W
tej realizacji warstwy gumosilu (kauczuk silikonowy) i emulsje z polichlorku
winylu naśladują warstwy tkanek zewnętrznych ludzkiego ciała. Rzeźba ukryta jest
w bawełnianym kostiumie. Ciężar rzeźby jest taki sam jak waga autora i wynosi 75
kg. Rzeźbę autor eksponuje wewnątrz garmażeryjnej lady firmy IFI.
Generalnie wystawa dwuwątkowa:
Trochę klimatów podziemnych: nazwiska artystów biorących udział w
wystawie wydrukowane na bibule (a jakże!), hasło "znów schodzimy do piwnicy"
(galeria schodkami w dół) podziemie, ciemno, mroczno, pełna KONSPIRA. Ale
generalnie wystawa zyskałaby gdyby pojawiły się tylko prace "aktualne". Sama
aluzja (otwarcie w rocznicę stanu wojennego oraz zabiegi - bibuła i hasło)
byłaby zupełnie wystarczająca, a kto wie czy nie o wiele mocniejsza niż dosłowne
dokooptowanie do wystawy prac o historycznym stanie wojennym. Gdyby ich nie
było, artyści wyraźniej wypowiedzieliby społeczeństwu swoją wojnę i wyraźniej
wypięliby na nie tyłek, zaś w tej formie trochę nostalgicznie się powzruszali i
powspominali kombatanckie czasy. Słowem - nie wiem czy rzeczywiście między
"tymi" a "tamtymi" pracami rzeczywiście jest owa "autostrada kulturowa pomiędzy
przeszłością a teraźniejszością", o której mówiłeś. Bo i system i władza i
metody walki inne (tylko społeczeństwo-hołota ta sama niestety).
Filarami wystawy zdecydowanie były dwie
prace: Zuzy Janin i Grzegorza Drozda. Zuza ułożyła na podłodze krzyż z kwiatów,
który w jej zamierzeniu miał zostać rozdeptany przez uczestników wernisażu -
rozniesiony przez tłum na obcasach jak wątła materia sztuki. Stała się natomiast
rzecz nieoczekiwana i najlepiej ilustrująca dzisiejszy stan w kulturze.
Uczestnicy wernisażu zamiast deptać, z krzyżem cackali się jak z jajkiem, aż w
końcu Malga Kubiak ułożyła z niego swastykę. Oto jak symbol religijny
nieoczekiwanie zamienia się w narzędzie walki i nienawiści. Drugi filar to praca
Drozda o tym, (jak już pisałeś) - z czym walczymy i co warta jest ta walka. Jest
gówno warta bo stanowimy promil promila społeczeństwa, czyli statystycznie nas
nie ma. Dlatego żeby zaoszczędzić sobie nerwów, powinniśmy to olać (taka fajna
praca w kącie: ręce w kajdankach z serdecznym gestem serdecznego palca: "fuck").
Jan Mioduszewski (Fabryka mebli) zaproponował zamrożenie artystów. Gdyby chociaż
sztukę pokazywano jak eksponaty w formalinie - oznaczałoby, że z jakiegoś powodu
jest interesująca. Natomiast dzisiaj stosunki między kulturą a narodem uległy
tak mocnemu ochłodzeniu, że sztukę należy zamrozić. Jeśli zamrozi się artystów
to może wyginą jak mamuty i wreszcie będzie ŚWIĘTY spokój? Natomiast artyści z
Twożywa idą dalej i pytają "KIEDY WRESZCIE BĘDZIE WOJNA?"
Była też ich odrzucona praca "Tworzenie jest miłością" (w formie
pocztówki jako sromota wydziału Historii Sztuki UW), a także "kontrowersyjna"
(to ulubione przez media słowo) praca Rafała Jakubowicza oraz zapis odczytania
wyroku sądowego Doroty Nieznalskiej ("W imieniu Rzeczpospolitej Polskiej") i
inne. Słowem - istny SALON ODRZUCONYCH.
Mam wrażenie, że artyści są najbardziej twórczy kiedy nie mogą tworzyć. W
tym sensie należy się chyba cieszyć z ich aktualnego stanu ducha, jak również ze
stanu umysłu narodu. To jedyna pociecha z tak fatalnej sytuacji. Sztuka jest dla
elit i nigdy nie dotrze do społeczeństwa. Życzenie, aby społeczeństwo ją
zaakceptowało to utopia i proces prowadzący do jej śmierci. Sztuka zaakceptowana
przez masy i media to sztuka systemu, sztuka oficjalna - PROPAGANDA, sztuka
KOMUŚ i CZEMUŚ służąca.
Ot, np.
taki Edward Dwurnik właśnie. Współczesny system to komercha, pieniądze, media,
gwiazdorstwo itd. Mówiąc wprost, Dwurnik schrzanił tę wystawę. Oto "Naczelny
Malarz RP", najbardziej konformistyczny polski artysta pokazuje swoje prace na
wystawie artystów cenzurowanych! Artysta, który nie werniksuje obrazów, bo gdyby
ktoś z galerii zadzwonił, że trzeba domalować pieska, kotka itp - to on proszę
uprzejmie; artysta, którego obrazy wiszą jak Polska długa i szeroka: od Pałacu
Prezydenckiego do Zadupia Wielkiego; artysta rozpoznawalny przez większość
społeczeństwa; artysta, który za swoje największe osiągnięcie uznaje swoje
Porche, a za najlepsze obrazy uznaje te największe (o czym z powalającą
szczerością informuje w radiu) - co on tu do cholery robi? Jest szykanowany?
Niechciany przez naród? To dlatego jego obrazy tak się słabo sprzedają, że kupił
tylko jedno Porsche? A może walczył kiedyś swoją sztuką o coś? (No pewnie, że
walczył! O szmal.) No, chyba, że przyjmiemy, że tak jak w każdej wojnie po
każdej ze stron są wtyki - Dwurnik zafunkcjonował tu znakomicie jako wtyka
systemu, czyli AGENT. Ale o takie wyrafinowanie go nie posądzam. Po prostu
przykleił się do następnej imprezy na zasadzie zrzutki, wyświetlił stary obraz
ze slajdu (bo oryginał pewnie dawno opylił) i jedzie dalej. Do kolejnej wystawy,
kolejnej galerii, ze złotymi klamkami albo w dziurze z ziemi - wszystko jedno.
Dziwi mnie tu także obecność Poli Dwurnik. Dziewczyna
bardzo w porządku, obrazek bardzo fajny, tylko w ogóle nie na temat: o co
chodzi? 100 złotych? Nostalgia za PRL? Gadżet? No to może jeszcze dorzucimy
talerz "Społem" i lody Bambino albo czeskie tenisówki? Ta praca nie dotyczy ani
stanu wojennego, ani cenzury. Pola choć fajnie maluje, nie miała cenzurowanych
prac ani kiedyś (w czasach stanu wojennego podobnie jak ja bawiła się w
piaskownicy), ani teraz.
| Drogi Lukaszu, Przeczytalem ostatnio Twoj artykul pt: "W czym nasza slabosc". Moja uwaga moze okazac sie niezbyt cenna jakoze mieszkam daleko od kraju i nie mam bliskiego kontaktu, ale moze tez byc wyrazem dystansu i trzezwego spojrzenia. Nie wiem tez czy moze byc w czyms pomocna. Otoz obserwujac z daleka ostatnie wydarzenia w sferze konfliktu sztuki z prawicowcami [lub szerzej z politykami] musze stwierdzic, ze swiat sztuki nie robi nic aby sie obronic przed obecna sytuacja. Nie wiem, czy to wynika z nadmiernej niesmialosci, dezorganizacji, zaszczucia czy tez oczywistego braku umiejetnosci obronnych. W kazdym razie mysle, ze krokow podjetych w obronie wolnosci bylo i jest zdecydowanie ZA MALO. Kilka psow podlewajacych sciany siedziby LPR moze robi roznice, ale nie wydaje mi sie, zeby byl to powazny opor dajacy im do myslenia. Ot taki sobie zarcik. Mozliwe, ze swiat sztuki nie powinien byc postawiony w sytuacji potrzeby walki. Silowanie sie powoduje utrate energii i czasu przeznaczonego na kreacje. Ostatnio wchodzilem duzo na strone http://www.wszechpolacy.pl/. Chlopcy [nie dziewczeta!] zamiescili na niej cos w rodzaju blogu, w ktorym czynnie uczestniczylem. Doprowadzilo to nawet do usuniecia calego bloku przez cenzure prewencyjna strony, gdy nie podolali debacie. Usuwanie niewygodnych komentarzy jest tam nadzwyczaj czeste. Do czego zmierzam.... hmmm... Ludzie z LPR czy MW nie chca debaty. Ich zakorzeniona ideologia wiernosci "Jedynie slusznej, swietej wiary katolickiej" wyklucza debate i wszelki relatywizm. Ich faszyzujaca filozofia silnego i jednolitego narodu kaze im walczyc i wzrastac w sile. Sila ich ma jednak polegac na zdobywaniu wplywow droga polityczna i dostaniu sie do sil zwierzchnich RP. Slusznie ktos nazwal ich Skinheadami w garniturach. Ich wladza nastepnie doprowadzic ma do drastycznych zmian i "prostowania" skrzywionego kregoslupa zainfekowanego tolerancjonizmem spoleczenstwa. Sytuacja moze byc powazniejsza niz sie wydaje. Dzis Grzegorz Klaman trzyma glowe w lodowce, jutro ktos moze zostac ukamienowany za cudzolostwo na ulicy. Oczywiscie wyolbrzymiam... mam nadzieje?...? Wniosek moj jest taki: Dzialania prewencyjne artystow sa nieproporcjonalne do dzialan prewencyjnych MW i LPR. Nie jest to zbyt odkrywcze stwierdzenie. Sztuka bowiem nie ma na celu zdobywania wladzy, wplywow i kontroli nad slabszymi lub gorzej zorganizowanymi. Ciagle jednak mam nadzieje na zwyciestwo normalnosci i wolnosci. Piotr Parda Piotr Parda nie uczestniczył w wystawie STAN WOJENNY. Ta praca zabawka zręcznościowa została przez niego dedykowana Dorocie Nieznalskiej. |