KOSMICZNY
RZUT OKIEM
"Intrerkosmos 2004. Czy istnieje życie
na ziemi?" Warszawa, Świetlica Sztuki Raster, 29 lutego - 1 maja
2004
W lipcu 1978 roku miałam 9 lat. Byłam na koloniach,
Hermaszewski poleciał w kosmos, a Warszawie urodził się mój brat. Wydarzenia
te zrobiły na mnie
spore wrażenie, sama nie wiedziałam, czy bardziej cieszę się z powodu
nowego członka rodziny czy naszego dzielnego kosmonauty na orbicie.
Szybko jednak nabrałam dystansu do problemu lotów kosmicznych, bardziej
interesowało mnie życie na Ziemi. Jedyną pamiątką po Interkosmosie były
znaczki w klaserze, sprzedane parę lat później z zyskiem przez mojego
młodszego brata.
Osobista dygresja na wstępie paru słów, które
zamierzam napisać o wystawie "Intrerkosmos 2004" wzięła się
stąd, że wiele z zaprezentowanych na wystawie prac ma charakter gry
lub zabawy - czuję tu sentyment za dziecięcymi fantazjami na temat lotów
kosmicznych. W latach świetności projektu Interkosmos większość uczestników
wystawy chodziła do szkoły, a niektórzy nawet do przedszkola. Możliwe,
że projekty niektórych prac tkwiły w wyobraźni ich autorów jeszcze od
czasów dzieciństwa?
Michał Kaczyński i Łukasz Gorczyca ogłaszają,
że w roku 2004 chcieli
odwrócić perspektywę - tworząc wystawę rzucili hasło "Czy istnieje
życie na
Ziemi ? ". Zaproszeni artyści - dzieciaki z byłych demoludów (Czech,
Polski,
Słowacji i Węgier) z entuzjazmem przystąpili do rozwikłania tej zagadki.
Usiłując spojrzeć nas samych z kosmicznej perspektywy, przenieśli punkt
ciężkości, zmienili sposób postrzegania.
Agnieszka Rayzacher
MARTWA
NATURA
"W
norweskim lesie", kuratorki Anne Karin Jortveit i Magda Kardasz,
Zachęta
Narodowa Galeria Sztuki, od 13 lutego do 28 marca 2004 roku
Kolejna
po Brytyjczykach, Austriakach, Rosjanach i Chińczykach wystawa
najnowszej sztuki poszczególnych państw, daje nam pogląd jak wygląda
współczesna scena artystyczna w Norwegii. Ekspozycje z tego cyklu to
dla
Polaków jedna z bardzo rzadkich okazji dowiedzenia się "co w trawie
piszczy". Być może obraz ten jest zafałszowany, albo po prostu
subiektywny, jednak z racji braku innych tego typu imprez, musimy go
przyjąć za prawdziwy albo zacząć intensywnie podróżować po świecie.
Sztuka
norweska ostatniej dekady jawi się jako twór bardzo harmonijny, tak
jak surowa, majestatyczna natura, w jakiej przyszło żyć mieszkańcom
tego
skandynawskiego kraju. Dotyczy to przede wszystkim fotografii, która
zdaje
się zajmować tu miejsce szczególne.
Prawie
wszystkie prezentowane na wystawie zdjęcia łączy wspólna cecha -
wyczuwalny dystans pomiędzy artystą a wykonywaną przezeń fotografią,
pozorny brak emocjonalnego zaangażowania, a także bardzo duża staranność.
To nie są, tak ostatnio popularne, zdjęcia robione w duchu
reportażowo-łomograficznym. Każde ujęcie zdaje się być dokładnie
przemyślane, wielokrotnie powtórzone i dopracowane. Bardzo istotny jest
też sposób wystawiania tych prac. Zazwyczaj duże, nienaganne technicznie,
starannie oprawione prace świadczą o zaufaniu jakim norwescy artyści
obdarzają medium. Odnoszę wrażenie, że Norwegowie znaleźli się na kolejnym
etapie fotograficznej ewolucji. Jej wyrazem jest spokój, brak efekciarstwa
oraz pseudo postmodernistycznego zblazowania, a przy tym tworzenie z
dużą wiedzą o historii fotografii.Agnieszka
Rayzacher