Dwa baseny.
Lato w tym roku jest wyjątkowo upalne. Dla artysty jest to jeszcze jeden z powodów by tworzyć sztukę. Alicja Łukasiak zrealizowała dwa baseny, oba w przestrzeni publicznej, ale różnym otoczeniu społecznym. Jednak historia społeczna obu basenów jest podobna. Wydaje się także niezwykle pouczająca na temat stanu aktualnego świadomości społecznej i wytwarzanych przez nią mechanizmów społecznych, których funkcjonowanie dotyka nas wszystkich.
Basen pierwszy.
Został zrealizowany w mocno zaniedbanym ogródku zabaw dla dzieci przy ulicy Lubelskiej na Pradze Południe w Warszawie. Basen był częścią weekendowej imprezy "PRAGA W POŁUDNIE" i "Sąsiedzi sąsiadom" zorganizowanej przez artystów którzy zasiedlili stojący obok budynek d. fabryki Wars i Sawa (słynnej w PRL z produkcji Polskich jeansów). Tu błękitna folią została wyłożona piaskownica, zniszczona i ze śladowymi ilościami brudnego piasku. Dzieci bawiły się świetnie, zwłaszcza, że okolica jest zdegradowana i patologiczna, a zwyczajowe miejsca zabaw to ulica, obskurne podwórka i tory kolejowe. Dorosłym też się podobało. Coś nierutynowego działo się w miejscu, gdzie nic takiego nigdy się nie dzieje.
Jednak następnego dnia rano jedna z matek dzieci mieszkających w tej kamienicy z furią podziurawiła folię i zniszczyła basen. Z tego co przy tym krzyczała można było zrozumieć, że dzieci jej się potopią. Dziwna troska, zwłaszcza ze te dzieci można spotkać biegające na podwórku nawet o trzeciej w nocy. Basen wyzwolił najwyraźniej skomplikowaną mieszankę nerwowego przypływu opiekuńczości pomieszanej z wyrzutami sumienia i lękami, niechęcią do siebie, nie do opanowania intelektualnie, a zarazem emocjonalnie nie do zniesienia, nie do rozładowania inaczej niż w niekontrolowanej agresji.
Ciekawostka: następnego dnia w piaskownicy pojawiły się służby miejskie, które dokonały jej renowacji....
Basen drugi.
Zrealizowany 22 lipca we wsi Dobre, koło Kazimierza nad Wisłą. Basen był częścią imprezy "Dobre sobie" zorganizowanej przez osiadłych tam Warszawiaków - Rafała Szambelana. Basen Alicji Łukasiak powstał w niecce wybranej w białym wapiennym kamieniołomie, wyłożonej niebieską folią i wypełnionej wodą. Miał brodzik i był głęboki na jakieś 50 cm. Nad jego powstaniem pracowali artyści i miejscowi mieszkańcy. Zgodnie z założeniem, stał się atrakcją dla miejscowych dzieci, małych i dużych, które zazwyczaj kąpią się w Wiśle, co jest bardzo niebezpieczne i niekiedy kończy się tragicznie.
***
Alicja Łukasiak wykonała basen z intencją sztuki, jako dzieło sztuki, które jednakowoż nie miało posiadać statusu dzieła sztuki wynikającego z obecności w tradycyjnych relacjach instytucjonalnych. Sztuka została przeniesiona poza sztukę, bezpośrednio w społeczeństwo. Sama idea nie jest nowa. Postrzeganie "artystyczności" jako balastu którego dobrze by się pozbyć powraca nieustannie. Jednak zazwyczaj takie próby kończą się - tak lub inaczej - powrotem do świata sztuki i jego instytucji. Basen Alicji Łukasiak też wraca, choćby tym tekstem, czyli konceptualnie. Wydaje się jednak, że nie wróci jako materialny przedmiot - w galerii, choć możliwy, byłby czymś bezsensownym, gdyż pozbawionym całego kontekstu.
Czy jednak owi zwykli, nieartystyczni odbiorcy, użytkownicy basenu, odebrali go jako dzieło sztuki? Czy mieli świadomość, że są częścią artystycznego projektu? Na pewno wszyscy wiedzieli, że projekt wykonują artyści. Mimo, że nie rozumieli basenu jako dzieła sztuki, to jednak jego istnienie zostało powiązane ze sztuką poprzez osobę artystki. Artysta w tych okolicznościach został zdefiniowany jako twórca wartości jakie sytuacja wniosła w życie społeczności, a nie dzieł - przedmiotów materialnych. Artystka nadała swojej pracy skomplikowany i niejednoznaczny status. Sztuka wystąpiła bez swoich tradycyjnych pośredników - artysty i dzieła. Została dyskretnie podrzucona nieświadomym tego odbiorcom. Zamaskowane zostały mitologie sztuki, artysty, dzieła, które zazwyczaj blokują kontakt.
Basen nie był odbierany jako dzieło sztuki, ale tak jak dzieło sztuki. Odbiorcy odczuli na sobie siłę jego oddziaływania i była ona rzeczywista, co pokazał przebieg zdarzeń. Zachowana, a nawet wzmocniona, została funkcja krytyczna dzieła, które zadziałało jak "serum prawdy" w społecznościach w których się pojawiło.
Okazało się, że basen, owo dzieło sztuki tak starannie ulokowane poza sztuką, miał oddziaływanie takie, jak najlepsze, najmocniejsze dzieła sztuki. Zapewne każdy artysta marzy by jego realizacja wyzwoliła tak silne emocje, zwłaszcza osiągnęła to poza światem sztuki, wśród tzw. zwykłych ludzi.
Jeszcze jedno:
Alicja Łukasiak zrealizowała basen w przestrzeni społecznej, gdzie spełnił on rolę swoistego "instrumentu pomiarowego". Wobec tego zwróćmy uwagę na jeszcze jeden wynik owego eksperymentu, mówiący o - nazwijmy to - "kondycji demokratycznej" naszego społeczeństwa.
Oba baseny były przyjęte pozytywnie przez większość społeczności w której powstały, z powodów ogólnie zrozumiałych. Ale w każdej społeczności znalazła się niewielka grupka, czy jedna osoba, której nastawienie z jakichś powodów było negatywne. W obu przypadkach owa negatywna mniejszość podjęła działanie przeciw pozytywnej większości, zmierzające do odebrania jej owego dobra przy użyciu przemocy, agresji, wandalizmu. Dlaczego ktoś, będąc członkiem tej samej społeczności, decyduje się jej coś odebrać? Dlaczego nie potrafi po prostu przejść obok, zachować obojętność, neutralność? Dlaczego wreszcie nie znajduje innego sposobu wyrażenia swojego odrębnego stosunku do basenu niż jego zniszczenie? Choć można zrozumieć względy emocjonalne (pozytywna emocja styka się z negatywną), ludzkie reakcje (zawiści o radość z powodu czegoś, co budzi niechęć), to jednak niszczenie basenu jest działaniem racjonalnie niepojętym, zwłaszcza dla demokratycznie nastawionego umysłu. Czy to brak kultury demokratycznej - zapewne tak. Artyści najwyraźniej nie docenili siły oddziaływania własnego gestu. Po prostu wykonali basen w najlepszej wierze, informując wszystkich o swoim pomyśle, jednak był to kontakt zbyt ograniczony, w stosunku do sporej rangi zdarzenia w tak małych społecznościach. Dla artystów sprawa była zbyt mała, dla społeczności - zbyt duża. Być może powinni wcześniej zwołać zebranie, przedyskutować, przeprowadzić głosowanie, czyli uruchomić cały aparat demokratycznego myślenia, sprzyjającego tworzeniu demokratycznych zachowań, takich jak tolerancja i pierwszeństwo dyskusji przed rozwiązaniami siłowymi. I choć nie wiadomo czy przyniosłoby to jakikolwiek skutek, warto następnym razem spróbować. Na razie został pokazany pewien mechanizm. Teraz należy pracować nad jego zmianą. fragment tex. Łukasz Guzek
|
|||||||||||
|
|
|
| ©zor Wszelkie prawa zastrzeżone /All rights reserved | kontakt zor info news archiwum subskrypcja |