|
Grzegorz
Drozd pyta, czy dziś jest sens, aby artyści działali wspólnie,
by tworzyli rodzaj spółdzielni. Jak wynika z historii sztuki, owszem,
jest (nie będę wyliczać kolejnych grup bo je każdy zna). Wspólne działania
mają źródła w utopii awangardy. Wszelkie ugrupowania artystyczne, czy
wspólne inicjatywy łatwiej i chętniej są zauważalne. Ale ilekroć myślę
o wszelkich działaniach zbiorowych zastanawia mnie sprzeczność miedzy
artystą indywidualistą a masą, czyli między egoizmem a idealizmem
i poświęceniem. Zachodzi tu bowiem wewnętrzny konflikt interesów, który
wcześniej czy później musi się ujawnić. Niewiele jest grup, które istniały
(istnieją) naprawdę długo, a jeśli, to tylko dzięki temu, że oprócz
działań zbiorowych artyści działają też na własny rachunek. W jakimś
momencie dochodzi do krytycznej granicy i grupa się rozpada. Pytanie,
kiedy ów krytyczny moment następuje i czy zależy od np. liczby osób?
Większa grupa zawsze potrzebuje przywódcy, jakiegoś lidera, wtedy łatwiej
o konflikt. Co się dzieje, jeśli np. bardziej aktywni czują się rozczarowani
biernością pozostałych? Co się dzieje, gdy któryś z członków grupy wybija
się? Przypomnijmy choćby historię Grupy Ładnie: gdy trzej z artystów
osiągnęli sukces, pozostałym (a raczej pozostałemu; bo Józefa Kurosawy
nie liczę) zostało wspominanie lepszych czasów. Razem zaistnieli na
początku, razem sformułowali swoje credo, później ich drogi się rozeszły.
Udział w tym mają oczywiście instytucje i galerie, (które chętniej promują
indywidualnych artystów, także z tego powodu, że łatwiej nimi handlować).
Jakoś nasza kultura nie może się przyzwyczaić, że sukces może mieć wielu
ojców; dzieło teoretycznie powinno mieć jednego autora. Pytanie Grzegorza
chyba powinno być skierowane do socjologa, nie krytyka, ale spróbujmy
podliczyć za i przeciw.
Za
Młodzi artyści chętniej działają wspólnie bo w ten sposób łatwiej im
zaistnieć. Razem łatwiej zrobić rzeczy większe, czasem to jedyny sposób
aby dotrzeć do instytucji. Z jednostką instytucje się nie liczą, z grupa
tak. Artyści słabsi, o mniejszej sile przebicia mogą na grupowym działaniu
skorzystać przez podczepienie.
Przeciw
Sukces dzieli się miedzy uczestników. Trzeba iść na kompromis. Grupy
nie znoszą silnych indywidualności. Ze wspólnotami jest jak z komunizmem.
Idea świetna, ale utopijna. Idee awangardy są heroiczne, ale nie zawsze
możliwe do spełnienia, system bowiem opiera się na jednostkach. Poza
tym, artyści to często egocentrycy. Trudniej o kompromis, łatwo o konflikt
choćby na tle ambicjonalnym lub nie daj boże finansowym.
W sumie warto działać wspólnie: łatwiej i skuteczniej
dociera się do celu, wszyscy czują się zmobilizowani, kreatywni. Każda
spółdzielnia jest dobra. Na początek.
Monika Branicka |